No to tak prosto z mostu, to jest One-Shot z Johnlocka. Napisany w stylu rozmowy smsowej przez telefon. Mam nadzieję że się spodoba. Zapraszam ~ Kio.
Johnlock: "Rozmowa"
14:30
Jest sprawa. SH
14:32
Potrzebuję twojej opinii. SH
14:33
Mam dość Andersona. SH
14:35
Lestrade za chwilę mnie zaaresztuje, a w każdym razie tak powiedział. SH
14:35
Nadal jesteś na mnie zły za tamtą dziewczynę? SH
14:40
Tak Sherlocku. A ona miała imię. JW
14:41
Co z tego? Ty też nie pamiętałeś o tym, że ona nie ma psa. Co znaczy, że tak na prawdę ci na niej nie zależało. SH
14:45
Halo. John odpisz. SH
14:50
Mam problem. Lestrade się wkurzył. SH
14:50
John weź uspokój Sherlocka. Ja wiem, że jesteś na niego zły za tą dziewczynę (a raczej za to że podawał się za twojego chłopaka) ale on naprawdę nie radzi sobie bez ciebie. Przymknąłem go w areszcie bo najpierw w roztargnieniu zdeptał ciało ofiary, a potem jeszcze przywalił Andersonowi w twarz. Lestrade
14:53
John nie zostawiaj mnie. On wsadził mnie razem z Andersonem. On zaniża resztki mojej wiary w ludzkość. SH
14:54
John.
14:55
John.
14:56
John.
14:57
John.
14:58
John.
15:00
SHERLOCK! Natychmiast przestań do mnie pisać, jestem teraz w pracy. JW
15:01
Przyjedź, rozwiążemy razem sprawę. SH
15:02
Naprawdę potrzebuję twojej pomocy. SH
15:03
Och. Wielki Pan Sherlock potrzebuję pomocy. A niby w czym? Tak, pewnie jak zwykle ja się postaram a ty znowu powiesz, że i tak jestem idiotą. JW
15:05
Nigdy nie mówiłem że jesteś idiotą. Poprawianie cię pomaga mi myśleć lepiej niż plastry nikotynowe. SH
15:07
Ale czy uważasz że to fair w stosunku do mnie że przerywasz mi randkę bo potrzebujesz NATYCHMIASTOWEJ POMOCY, a gdy przyjeżdżam okazuje się że ktoś musi ci włączyć palnik, bo ty akurat trzymasz w palcach oczy. Naprawdę myślałem, że z Sarą mi się uda. JW
15:08
Skoro tak myślałeś to czemu ją zostawiłeś i do mnie przybiegłeś nie pytając o powód? SH
15:09
Bo jesteś moim przyjacielem. JW
15:10
.............Przepraszam. SH
15:11
Że co? JW
15:12
Przepraszam. SH
15:13
TY kogoś przepraszasz? Ty MNIE przepraszasz? JW
15:14
Tak John. Przepraszam. SH
15:15
Dlaczego mnie przepraszasz? Przecież wiem że nie jest ci przykro. JW
15:16
Bo cię kocham. SH
15:20
........ JW
15:21
Czy coś się stało? SH
15:22
Tym mnie kochasz? I to nie żaden eksperyment? JW
15:23
Tak, kocham i nie to nie jest eksperyment (choć to dla mnie nowość). SH
15:30
Ja też cię kocham. Przyjadę do ciebie po pracy. JW
15:31
Nie jesteś już zły? SH
15:32
Nie. JW
15:33
Dzisiejszy dzień spędzimy razem. SH
15:34
O jak słodko. Kiedy ślub? MH
15:35
Mycroft wypad to prywatna rozmowa. SH
15:36
Jak nie miło. Mamusi będzie przykro. Ona chciała wnuków. MH
15:38
No to ty je załatw. SH
15:39
Ja już kogoś mam. MH
15:40
Tak. Zauważyłem ostatnio gdy go ostatnio spotkałem. Swoją drogą nie zostawiaj malinek w tak widocznych miejscach. SH
15:41
Ty też tak robisz. MH
15:42
Prawda. Ale John jest MÓJ. SH
15:43
....Zaraz o czym mowa? JW
15:44
O naszych partnerach. ( SH i MH )
15:45
WTF? Czy ja się na coś zgadzałem? I o kim mówił Mycroft? JW
15:46
Mycroft jest z Lestradem. Nie zauważyłeś. I tak zgadzałeś się. SH
15:47
Nie. Zaraz. Że co? JW
15:48
Są razem już jakieś 2 miesiące. SH
15:49
Dobra nie ważne. Nie było pytania. Nie chcę znać szczegółów. JW
15:50
Szkoda. Planuję to samo a nawet lepsze. SH
15:52
Powodzenia Braciszku. MH
15:53
Dzięki. SH
15:54
Zaraz, że co? JW
15:55
Sherlock tłumacz się. TERAZ. JW
16:00
Ja też mam potrzeby. SH
16:01
Lepiej załatw sobie na jutro zwolnienie z pracy. SH
16:02
Czekam na Baker Street 221B. SH
16:03
No dobra będę ale masz zjeść w zamian kolację. JW
16:05
Dobrze Mamo. Mam nadzieję że wiesz na co się zgodziłeś. SH
16:06
Bo ja naprawdę lubię robić malinki. SH
16:10
Chyba jednak zostanę na noc u Harry. JW
16:11
Ani mi się waż. SH
16:12
Jestem pod drzwiami. JW
16:13
Cieszę się. Nie poradziłby sobie bez ciebie. Jesteś dla mnie zbyt ważny SH (Wiadomość nie wysłana. Zostanie zapisana w roboczych)
THE END
Miało byś słodkie i nie wyszło (znowu). Ale cóż takie życie a to moje OTP więc nie zamierzam przestać pisać. Nawet jeśli w mojej klasie jest gość który popyla ze swoim gej porno i chce mnie zmusić do wrzucenia go na bloga i wrzeszczy o tym na całą szkole (RIP dla wiary w ludzkość). ~ Kio
wtorek, 27 października 2015
piątek, 23 października 2015
Yaoistki w Tardis rozdział 2
*UWAGA* w poście
może wystąpić bardzo dużo żartów z podtekstami jedno lub dwuznacznie
seksualnymi oraz śladowe ilości orzechów i marihuanen
.
Kolejny
normalny-nienormalny dzień świrów...
Tak, na pewno.
Czy cokolwiek może
być normalne z taką załogą podróży w czasie i przestrzeni?
__________
Pewnego dnia
usłyszeli takie jedno wielkie JEBUT. Wszyscy byli śmiertelnie przerażeni.
Kasieł była jednak najgłupsza najodważniejsza i otworzyła drzwi od
TARDIS. Bardzo się zdziwiła, kiedy zobaczyła post-apokaliptyczne Tokio... Jedne
wielkie ruiny.
TARDIS jest bardzo
kapryśna
__________
Owari no Homo?
Owari yes
Homo
__________
- Ej, czy to jest
to o czym myślę? - Spytała Kasieł
- Idziemy szukać
homo wampirów? - Juleł odpowiedziała pytaniem na pytanie
- A idźcie,
powiecie mi czy wampiry błyszczą w słońcu czy coś... - Powiedział Potworek,
który jednak nie do końca wiedział o co chodzi... W sumie mimo bycia gejem nie
był yaoistą, a większość osób ogląda tę serię dla paringu i postaci. Czy
narrator wspominał już coś o paringu? I czy narrator łamię czwartą ścianę?
- Rozumiem, lepiej
się nie znać na fandomach jeśli chce się pozostać normalnym. Nie do końca o to
mi chodziło, ale w sumie to niezły pomysł... Kiedyś powyzabijamy te wszystkie
Edwardy, i to bynajmniej nie te z FMA... (tego z FMA będę trzymać w szafie dla podludzi z
Tumblera...)
- Albo wiesz, ja
chyba zostanę i będę koksić w Sherlocka. - Stwierdziła Juleł
- No dobra, to ja
spadam.
__________
Yaoistki to takie
hybrydy nerdów, gejów, nieuleczalnych romantyczek i seksoholików
__________
[Mayeł, to ten
pokój? Jak sądzisz?] – Kasieł zaczęła z przerażającą szybkością pisać wiadomość
na telefonie
[Myślisz, że wiem
wszystko? Nie wiem kurde. Spytaj się Janeł albo nie wiem…] – odpisała
[Zdam się na twoją
intuicję. Tak, na pewno… ] – może to pierwszy z lewej? ,,Trochę” bała się
spieprzyć… Zajebiście wielka pewność siebie to była jej główna wada… Otworzyła
drzwi.
To nie były te.
Zobaczyła
przerażające dziecko, które podskakiwało. Wysoka brązowowłosa dziewczynka w za
dużej sukience stała w drzwiach i po prostu cały czas skakała w miejscu. Nagle
z jednego pokoju wyszło kolejne dziecko. Tym razem mały chłopiec, który trzymał
w jednej ręce szczotkę do kibla, a w drugiej tasak…
[MAAAAAAY TO NIE
TEN POKÓJ KURWAAA] – znowu napisała do niej wiadomość
- EXTERMINATE –
jakby tego wszystkiego było mało, ten dziwaczny dzieciak zaczął się wydzierać i
udawać Daleka… W sumie to nie wiedziała, czy się cieszy czy nie, że jeszcze
żadnego nie spotkała. Zatrzasnęła drzwi.
-
Ene-due-like-srake, które to drzwi? Niech mnie poprowadzi mój szósty zmysł
yaoistki… - narzekała Kasieł, jak zawsze w sarkastyczny… wróć, srakastyczny
sposób – Księżycowy diademie, działaj czy coś, nie ważne… - gadanie do siebie
było jej dziwnym zwyczajem. Niektórzy obgryzają paznokcie, a ona ma to… Chociaż
jej również zdarza się obgryzać paznokcie.
Drzwi. Numer.
Kurwa. 69. Pieprzone. Sześćdziesiąt. Dziewięć.
To muszą być te.
__________
Patrzenie przez
dziurkę od klucza na grę wstępną homoseksualnych potworów jest całkowicie
normalne. (w sumie to jeden jest wampirem a drugi tak jakoś półdemonem…). Przynajmniej
jeśli ona to robi, bo ona może, bo ludzie tacy jak ona są tak pojebani, że im w
sumie wszystko można usprawiedliwić. Oglądanie gejowskiego porno na żywo?
Jasne. Trzymanie głowy w wehikule czasu? Oczywiście. Fandomy? Nie kurwa. Tego
nie można usprawiedliwić. Niedojebani mózgowo zajebiści idioci.
__________
Są jednak takie
rzeczy, które lepiej zachować dla siebie, a na pewno są nimi sceny erotyczne
prawie popełnione przez… coś, co nie zna się nawet na rzeczywistym świecie, a
co dopiero na seksie, co z tego, że ten ktoś interesuje się psychologią i
powinien wiedzieć o tych rzeczach przynajmniej… coś
__________
Okay, to na pewno nie jest ich pierwszy raz… (gdyby tak
było to pewnie siedziałaby grzecznie za drzwiami, czekała i fapała)
Kurwa, wbijam tam – pomyślała
Otworzyła drzwi
kopnięciem
- PRZYBYŁAM Z
PIEKŁA BY POŻREĆ WASZE DUSZE BO WŁASNEJ NIE MAM! – Kasieł pokazała swoje
wyjątkowo ostre ząbki (oczywiście jak na człowieka… sorki Mikaś)… A potem zorientowała się, że jej genialny umysł à la Sherlock (tylko ten po
alkoholu…) nie przewidział jednej rzeczy. ,,Jak jest
seks, to ludzie bardzo często nie mają na sobie ubrań”, czy jakkolwiek to
brzmiało… Rozmowy z ludźmi na poziomie… Na poziomie nad-inteligentnej ameby… (też was kocham,
ale wszyscy jesteśmy amebami) – Spokojnie, my
wiemy więcej o penisach i wszelakich orientacjach seksualnych od… W sumie to niektóre
z nas tak się na tym znają, że więcej od nich wiedzą tylko seksuologowie… -
uff, chyba zdążyli się ubrać.
- Czym ty jesteś? –
spytał zdziwiony brunet
- Twoim najgorszym
koszmarem… Mitycznym stworzeniem wysysającym dusze… Jestem yaoistką… -
odpowiedziała
- Co to właściwie
jest yaoistka? – Yuichiro domagał się odpowiedzi, ale lepiej, żeby się nie dowiedział…
- NIE CHCESZ
WIEDZIEĆ! – krzyknęli razem Mika i
Kasieł
- A ty skąd wiesz? –
zdziwiła się dziewczyna – Ferid czy Krul?
- Znasz ich? Skąd?
W sumie to obydwoje… - I see what you did there… A on skąd to wie? Chorą teorię o
molestowaniu seksualnym odstawiam na bok..
- Zostaniemy
rodziną? – zaproponowała – w sensie, że zwariowana kompania nieśmiertelnych i
trochę mniej nieśmiertelnych podróżująca po świecie, a w sumie to światach…
Aha, i zero wampirów, oczywiście oprócz ciebie. Będziecie bezpieczni, ludzie
już nie będą na was eksperymentować. A z nieśmiertelnością, ewentualnie
cofnięciem wampiryzmu sobie jakoś poradzimy. Ja też jestem nieśmiertelna, co z
tego, że żyję w sumie krócej od was…
- Jeszcze się nad
tym zastanowimy, prawda, Yuu-chan? – no nie
wiem, ja na jego miejscu bym uciekała jak najszybciej i jak najdalej od
wąpierzy…
- Teraz albo nigdy.
- Dobra.
__________
[LUDZIE, ZIEMNIACZKI CZY KTOKOLWIEK! ŚWIĘTUJEMY! MAY, SZYKUJ SZAMPANA, WÓDKĘ, INNE ALKOCHOLE I PREZERWATYWY!]
__________
Wampiry jednak się
nie błyszczą. One się czerwienią na twarzy kiedy tylko widza Yuu/myślą o
nim/cokolwiek…
__________
Tymczasem
___________
- Co robisz? –
spytał Izaya
- Piszę z
czterdziestoma ludźmi naraz – odpowiedziała z obojętnością Juleł
- Ha, moja krew…
Jestem dumny… - Informator parsknął śmiechem
- Koleś, co ci się
dzieje, ja wiem, że występuje tu większe stężenie homo na metr kwadratowy niż w
klubach dla gejów lub na konwentach, no ale że tobie odbija to nie wiem… Coś na
pewno musiało się stać. Tylko nie wyjeżdżaj mi z Lightowym ,,wszystko poszło
zgodnie z planem”, dobrze?
- Nadal jestem
dumny… Znalazłem następczynię… - on ewidentnie czegoś się naćpał…
- Spieprzaj. Teraz
próbuję być obiektywna, piszę...
- Dowody na
istnienie Shizayi… Serio?
__________
A few moments later…
__________
- No to co,
Geraltowa kompania gotowa… - rzuciła Kasieł
- Gdzie ty tu masz
Geralta? Chociaż w sumie to możemy… Ale może nie teraz… - dopiero jak wykoksimy
walkę na miecze, co Juleł? Chociaż w sumie to akurat my nie musimy... Magia,
potwór, psychol i w sumie dwójka kolesi, którzy jednak wykoksili walkę na
miecze… ( ͡° ͜ʖ ͡°)
- Uuuu, Wiedźmin, z
tej wypowiedzi aż bije patriotyzm… - burknął Shizu-chan
- Rasizm – parsknęła
Kasieł
- Sarkazm
- Srakazm
- Another dick is comming… - zaśpiewała – A
może to Voldi tym razem zadecyduje, jakie głupoty teraz odpierdzielimy? – Jak w
programie dla dzieci, żal… - Ja tam chcę do Amestris, ale nie wiem jak wy…
- Robimy największy
na świecie zjazd Herosów? Napisz do Mayeł, Janeł i Wiśkeł…
Tu bi kontyniułd
#Nanimo
Etykiety:
Doctor Who,
Durarara,
Fangirl,
Harry Potter,
Izaya,
Mikayuu,
Miłość,
Owari no Seraph,
Psychopaci,
Shizaya,
Shizuo,
Tardis,
Tom Riddle,
Voldemort,
Yaoi
czwartek, 15 października 2015
Johnlock historia długo-krótka - Rozdział 1
Tutaj Kio. To ma być rozdział przedstawiający 1 odc. Sherlocka
odgrywający się w mózgu yaoistki z perspektywy bohaterów. Mam nadzieję, że się
spodoba. Co prawda miał on być jednym z tych do ,,rzygania tęczom", ale znów mi
coś nie wyszło :-( . W każdym razie życzę miłego czytania. - Kio
Sherlock
Jestem znudzony... Cholernie znudzony... Tyle spraw wokół
mnie, a ja wciąż się nudzę. Potrzebuję rozrywki i... współlokatora. Niby
Mycroft mógłby opłacić za mnie czynsz, ale naprawdę nie mam ochoty mieć długu
wdzięczności u "kochanego" braciszka. Spotkałem dzisiaj jakiegoś
gościa (dane nieistotne, zostały skasowane), rozmawiałem z nim chwilę na temat
współlokatora dla mnie i po jego minie wydedukowałem, że ma kogoś kto może
mógłby znieść towarzystwo moje i mojego przyjaciela, dla niewtajemniczonych
jest to czaszka z którą lubię czasem prowadzić monologi. Teraz tylko czekać aż
przyprowadzi jakiegoś zgorzkniałego żołnierzyka, który zwieje ode mnie po jakiś
5 minutach rozmowy, bo to właśnie tyle zajmuje ludziom zorientowanie się, że
nie jestem do końca... Jak oni to mówią? A tak - "normalny". Na razie
skupiam się na nowym "przyjacielu" w kostnicy, jest nim ciało
jakiegoś mężczyzny. Zawsze warto uczyć się objawów różnych sposobów śmierci gdy
się ma taki zawód jak ja. Jestem jedynym na świecie detektywem-konsultantem,
ale więcej na temat mojego "zawodu" trochę później, na razie wróćmy
do teraźniejszości. Ta dziewczyna. Ta pracująca w kostnicy. Interesuje się mną.
Nie wiem dlaczego, szczerze mówiąc nawet tego
nie rozumiem, tu mówię o tym co inni nazywają emocjami, nie rozumiem
tego tak jak oni, nie jestem taki jak oni. Kończę zabawę z truposzkiem i
wchodzę na górę. Zasiadam do mikroskopu, lecz nagle ktoś mi przeszkadza. Jest
to ten facet od rozmowy o współlokatorze. Jestem zaskoczony, nie spodziewałem
się wizyty tak szybko. No cóż, czas odczytać tego całego współlokatora. Wiem,
że nie wytrzyma ze mną długo, w końcu jestem jaki jestem, a ja lubię nazywać
siebie socjopatą. Dowiaduję się, że nazywa się John Watson (gratulacje
żołnierzyku, znam twoje imię a nie jesteś jeszcze martwy). Przeprowadzam z nim
rozmowę - informuję o dziwactwach których może się spodziewać z mojej strony,
czyli np. granie na skrzypcach o 3 w nocy. Pokazuję inteligencje, odkrywam jego
sekrety, nawet te najbardziej wstydliwe takie jak brat alkoholik, a on dalej
nie zwiał. To interesujące, ten mężczyzna John jest interesujący, chcę go
lepiej poznać, zrozumieć co nim kierowało gdy po mojej wnikliwej i szorstkiej
dedukcji powiedział tylko, że to niesamowite. To miłe uczucie gdy nie każda
istota na świecie cię nienawidzi. Podałem mu adres mieszkania które chcę
wynająć i przedstawiam mu się, po czym wychodzę z pomieszczenia. Sam jestem
zaskoczony tym co zrobiłem, ale wygląda na to, że nareszcie nie będzie nudno.
Ludzie nazywają to chyba "impulsywnością", tą nagle podjętą
decyzję... Nie wiem, nigdy się nad tym nie zastanawiałem.
***
Jestem zaskoczony gdy następnego dnia pojawia się na
miejscu. Jest naprawdę interesujący - nie zadaje aż tak głupich pytań jak
zwykli ludzie, ale ogromną inteligencją też nie grzeszy. No ale cóż, nie można
mieć wszystkiego, a z resztą ważne że nie zwiał, szczególnie po krótkiej
wymianie zdań gdy zwiedzał mieszkanie i po poznaniu pani Hudson:
- Czaszka? - pyta podnosząc przedmiot z półki
- To mój przyjaciel. - odpowiadam patrząc z zaciekawieniem
na jego reakcję
- To znaczy... - och. Chcę się dowiedzieć więcej, robi się
coraz ciekawiej
Nagle przerywa nam pani Hudson mówiąc:
- I co pan sądzi panie Watson? Na górze jest druga sypialnia,
gdyby była potrzebna...
- Będzie - odpowiada zaskoczony. Jest zmieszany. To
ciekawe...
Teraz rozmawiamy na temat tego co o mnie znalazł w internecie.
Jeszcze nie zwyzywał mnie od psycholi, jest coraz lepiej. A teraz jeszcze
kontynuacja spraw "samobójstwa". Postanawiam przetestować Johna jako
pomocnika, więc zabieram go ze sobą. Jest wyraźnie zaskoczony. Jeśli zostanie,
moje życie nie będzie takie nużące gdy nie ma żadnych ciekawych
samobójstw/morderstw/śmierci i tak dalej. Ruszamy na miejsce zbrodni. Mam
nadzieję, że okaże się przydatny.
John
Ten cały Sherlock jest dziwny. W sumie to powinienem trzymać
się od niego z daleka. Wszyscy napotkani ludzie mi tak mówią, ale coś mnie do
niego przyciąga - prawdopodobnie jest mi potrzebny po wojnie dreszczyk
adrenaliny. Holmes pokazuje mi przykład swojej genialnej dedukcji. Jestem
zaskoczony, a gdy kończy wywód mówię mu, że miał rację. Ale mam chorą
satysfakcje gdy wytykam mu błąd - nie mam brata. Mam siostrę. Jego mina jest
zabawna, ale nie mogę się na niej skupić - w końcu jesteśmy na miejscu zbrodni,
a ja dotąd nie wiem, co mam tu robić. Gdy przechodziliśmy obok gościa z policji
w ciągu niecałej minuty dowiedziałem się, że zdradza żonę, z kim, a nawet
dostałem na to dowód. Nie żeby mnie to interesowało, ale przy tym facecie na
pewno nie będę się nudzić. Wchodzimy na piętro. Widzimy ciało, a Sherlock
wygląda jak dziecko które właśnie dostało wymarzoną zabawkę. To trochę mnie
zmartwiło, w końcu nikt, kto ma jakąkolwiek empatię się tak nie zachowa, bo o
normalności raczej nie mogę wspominać. Nie przy tym facecie, ale dziwniejsze
jest to, że każe mi być cicho i nie myśleć, bo ponoć go rozpraszam, choć
dobrze, że nie tylko ja. Gorzej ma ten policjant o imieniu Anderson, Sherlock
wyraźnie go nie lubi i to z wzajemnością. Słucham wywodu Sherlocka na temat
ofiary, a potem krótkiej kłótni z policjantem i dostaję zadanie. Mam zbadać
ciało martwej kobiety. Przyglądam mu się ze skupieniem. Nie wiem czemu, ale
podświadomie nie chcę zawieść Sherlocka... Moją diagnozą jest uduszenie. Holmes
jest niesamowity, a ja czuję znajomy dreszcz ekscytacji na kręgosłupie, taki
jak zwykle odczuwa się przy pięknej kobiecie lub na polu walki. Zamyśliłem się,
ale słyszę gdy Sherlock obraża moją inteligencję, po czym kończy i wybiega z
budynku krzycząc coś o walizce i różowym. Mnie zostawia samego, a ja nie mam
pojęcia jak wrócić. Pięknie, dzięki wielkie Sherlocku. Wracam do mieszkania a
tam kogo zastaje? No oczywiście Sherlocka. Ja nie wiem co z nim jest nie tak,
ale trochę mnie to pociąga… W końcu nikt normalny kto znajdzie najważniejszy
dowód w sprawie nie trzyma go tak po prostu w domu i na pewno nie ma arcywroga.
A tak, wspominałem o arcywrogu, jako ktoś taki przedstawił się gość
manipulującymi wszystkimi miejskim kamerami zabierający czarną limuzyną
proponujący mi pieniądze za szpiegowanie Sherlocka, i jak gdyby nigdy nic odwożący mnie po mojej
odmowie z powrotem do mojego tymczasowego domu. No tak, cały Sherlock, różowa
walizka największy dowód sprawy, wezwanie po telefon Sherlock na kanapie i
rozmowa. SMS do mordercy, Boże, przez krótką chwile zaraz po tym co zrobił
myślałem, że jest mordercą. Na szczęście myliłem się. Sherlock zabiera mnie
do kawiarni i wszystko jest miłe i w
ogóle, ale nagle kelner w kawiarni sugeruje, że jestem na randce z Sherlockiem
(w sumie jestem biseksualistą ale z Sherlockiem bym się nie umówił - ten typ w
ogóle nie ma uczuć). Mimo wszystko z ciekawości pytam go czy ma dziewczynę a on
zaprzecza, po chwili dopytuję o chłopaka. On znowu zaprzecza, a ja podświadomie
czuję radość. Nagle Sherlock wstaje i wybiega mówiąc, że to morderca siedzi w
taksówce za oknem. Wybiegamy gonić taksówkę a ja sam zostawiam moje kule za
sobą nawet nie zwracając na to uwagi. Gonimy auto przez kilka ulic. Niestety to
była pomyłka - w taksówce nie było mordercy. Po złapaniu kilu urywanych
oddechów wracamy do mieszkania a tam co? Kolejna niespodzianka, tym razem nalot
narkotykowy. Nie mogę z tym kolesiem, kurwa nie mogę, ale trudno. Patrzę na to
co się dzieje, siedzę z innymi ludźmi, rozmawiamy, potem Holmes rozgryza
wiadomość i jest niezłe zamieszanie a Sherlock nagle zrywa się z kanapy i
wybiega za jakimś cholernym taksówkarzem. Stoję zaskoczony przez dłuższą chwilę,
po czym uświadamiam sobie że to nie tylko taksówkarz, to też morderca, a
Sherlock z nim pojechał… Moje ciało oblewa nieprzyjemny dreszcz przerażenia,
jednak szybko się zbieram. Biorę broń i ruszam za nimi.
Sherlock
Wow, teraz dopiero świetnie się bawię, morderca zabiera mnie
na wycieczkę a ja czuję dodatkowy dreszczyk emocji, poza tym zwykłym na myśl o
tym, że John wyruszy za nami jak tylko się domyśli kim jest ten miły staruszek.
Wiem, że nie jest głupi, wiem to, znam go. W końcu jestem genialnym
detektywem-konsultantem udającym wysoko-funkcjonalnego socjopatę bo to po
prostu zabawne i daje powód do trzymania gałek ocznych w mikrofalówce. Prowadzę
z mordercą rozmowę, dowiaduję się jak zabijał, a także to, że robił to na
zlecenie Moriarty’ego kimkolwiek on nie jest. Rozmowa dobiega końca, a ja
prawie zażywam tabletkę. Mam 50 % szans że przeżyję, ale wtedy słychać strzał.
Strzelec jest niesamowity, ale to nie to jest ważne. Ważne jest to, czy
wybrałem dobrze, czy wybrałem dobrą tabletkę. Nie dowiedziałem się, geniusz
morderca zmarł. A ja siedzę w karetce i pytam się o co chodzi z kocem który
dostałem, po czym wymieniem cechy strzelca który uciekł. Głupota policji jest
ogromna skoro nawet tego nie wiedzą:
- strzelec wyborowy
- nie drgnęła mu ręka
- przywykł do przemocy
- strzelił gdy byłem w prawdziwym niebezpieczeństwie
- ma zasady moralne
- to człowiek który służył w wojsku
- o stalowych nerwach.
I wtedy spoglądam na Johna. Widzę w jego oczach, że to on.
Zaskakuje mnie to, bo w końcu to nie jest normalne by zabić innego człowieka -
nawet jeśli to morderca - dla osoby której prawie się nie zna… Więc zaczynam
się tłumaczyć, że to nie prawda, że to przez szok, i że nawet dostałem kocyk.
Podchodzę do Johna, żartuje z nim. Mamy podobne poczucie humoru i już wiem że
dobrze wybrałem współlokatora/przyjaciela/potencjalnego kochanka… Tak, kochanka,
choć to nie ważne w tym momencie. Po chwili przedstawiam mojemu
"przyjacielowi" mojego tak zwanego arcywroga, inaczej mojego brata. Wykłócam
się z nim i odchodzę ciągnąc Johna za sobą. Idziemy rozmawiając, a raczej
flirtując, w każdym razie w moim mniemaniu. Odchodząc słyszę jeszcze mojego
brata mówiącego
- On może pomóc mojemu bratu… Być jeszcze gorszym
Tak braciszku, zdecydowanie zapowiada się ciekawy związek –
myślę, a przez moją głowę przebiega myśl o mnie całującym Johna. Pożądanie
seksualne, hmmm to interesujące, tego jeszcze nie było
The END (na razie)
Więc, no tenteges. Co do Johnlocka, zaraziła mnie nim Nanimo,
ale prawdę mówiąc Sherlock to naprawdę zajebisty serial, oglądałam tylko 3 które
naprawdę mi się spodobały (nie widziałam jeszcze Supernatural, ale muszę po to
sięgnąć, bo skoro istnieje SuperWhoLock to muszę to ogarnąć). Moje ulubione
seriale to Sherlock, Doctor Who i Przygody Merlina, także możecie się
spodziewać także Merthura, a i chciałam się z wami podzielić paroma artami z
Johnlocka które znalazłam - Kio
niedziela, 11 października 2015
Deszcz - No.6
Miał wrażenie, że po jego odejciu cały świat legł w gruzach. Dlaczego on mu to zrobił? Jeden dzień, dwa, trzy, wieczność...
Nie wiedział nawet, czy po tym wszystkim go jeszcze kocha, czy już nienawidzi.
Jeszcze nie zwariował tylko dzięki złudnej nadziei. Tak, on na pewno ma jakiś bardzo ważny powód... Przecież nie zostawiłby go ot tak... Kiedyś na pewno wróci.
Pierwsza rocznica tego dnia... Wtedy, kiedy No.6 upadło, zginęła jego przyjaciółka a Nezumi odszedł... On, ,,Kompletny Idiota" Shion, naprawdę myślał, że będą razem już na zawsze. Niestety, nie ma czegoś takiego jak szczęśliwe zakończenia.
Na zewnątrz padało... Wpadł na najgłupszy pomysł na świecie. Otworzył szerkoko okno, tak jak tego dnia, w którym się poznali... Znowu myśli o nim...
Zaczął płakać. Dlaczego? Co to da? Jest taki słaby... To nie ma sensu.
Nagle usłyszał znajomy głos. Doskonale wiedział, do kogo on należał. Był on ostatnią osobą jaką chciałby w tym momencie widzieć, a jednocześnie tak bardzo za nim tęsknił...
- Mówiłem, że jeszcze się spotkamy. - To niemożliwe. Ten głos... Skąd? To musiały być jego myśli... Pewnie dosłownie oszalał z miłości.
- Nezumi? - Chwilę później go zobaczył. Podbiegł do niego. Szczur, Nezumi, miłość jego życia, osoba, którą kocha, a jednocześnie najbardziej na świecie nienawidzi... Ale to tylko nazwy. Tylko słowa. A Shion wiedział, że tego co do niego czuł nie da się opisać słowami. Jednak w tym momencie to nie one się liczyły. - Ty cholerny idioto... Nadal nie pojmuję dlaczego to zrobiłeś... Byłem załamany. Ale wiesz co? Wybaczam ci. Dlaczego? Bo wiem, że ty czułeś to samo. - Wyznał, a z jego oczu zaczęły płynąć łzy.
- Shion... I tak przepraszam za wszystko. - Delikatnie dotknął wargami jego ust, a następnie pocałował. Najpierw delikatnie, a potem coraz odważniej. Nezumi przesunął dłoń na jego kark i przyciągnął go ku sobie. Wydawało mu się, że czuje kipiącą w żyłach chłopaka krew, słyszał kołotanie własnego serca.
Nie dzieliło ich nic prócz cienkiej warstwy ubrań. Był tak blisko, tuż przy nim, prowokujący, seksowny... Obaj parli na przód, desperacko lgnąc do siebie. Chłonął każdy odgłos rozkoszy wydobywający się z jego gardła.
Nagle Nezumi oderwał się od niego i powiedział
- Tęskniłem za tobą Shion.
Nikt i nic mu już go nie odbierze.
#Nanimo
Nie wiedział nawet, czy po tym wszystkim go jeszcze kocha, czy już nienawidzi.
Jeszcze nie zwariował tylko dzięki złudnej nadziei. Tak, on na pewno ma jakiś bardzo ważny powód... Przecież nie zostawiłby go ot tak... Kiedyś na pewno wróci.
Pierwsza rocznica tego dnia... Wtedy, kiedy No.6 upadło, zginęła jego przyjaciółka a Nezumi odszedł... On, ,,Kompletny Idiota" Shion, naprawdę myślał, że będą razem już na zawsze. Niestety, nie ma czegoś takiego jak szczęśliwe zakończenia.
Na zewnątrz padało... Wpadł na najgłupszy pomysł na świecie. Otworzył szerkoko okno, tak jak tego dnia, w którym się poznali... Znowu myśli o nim...
Zaczął płakać. Dlaczego? Co to da? Jest taki słaby... To nie ma sensu.
Nagle usłyszał znajomy głos. Doskonale wiedział, do kogo on należał. Był on ostatnią osobą jaką chciałby w tym momencie widzieć, a jednocześnie tak bardzo za nim tęsknił...
- Mówiłem, że jeszcze się spotkamy. - To niemożliwe. Ten głos... Skąd? To musiały być jego myśli... Pewnie dosłownie oszalał z miłości.
- Nezumi? - Chwilę później go zobaczył. Podbiegł do niego. Szczur, Nezumi, miłość jego życia, osoba, którą kocha, a jednocześnie najbardziej na świecie nienawidzi... Ale to tylko nazwy. Tylko słowa. A Shion wiedział, że tego co do niego czuł nie da się opisać słowami. Jednak w tym momencie to nie one się liczyły. - Ty cholerny idioto... Nadal nie pojmuję dlaczego to zrobiłeś... Byłem załamany. Ale wiesz co? Wybaczam ci. Dlaczego? Bo wiem, że ty czułeś to samo. - Wyznał, a z jego oczu zaczęły płynąć łzy.
- Shion... I tak przepraszam za wszystko. - Delikatnie dotknął wargami jego ust, a następnie pocałował. Najpierw delikatnie, a potem coraz odważniej. Nezumi przesunął dłoń na jego kark i przyciągnął go ku sobie. Wydawało mu się, że czuje kipiącą w żyłach chłopaka krew, słyszał kołotanie własnego serca.
Nie dzieliło ich nic prócz cienkiej warstwy ubrań. Był tak blisko, tuż przy nim, prowokujący, seksowny... Obaj parli na przód, desperacko lgnąc do siebie. Chłonął każdy odgłos rozkoszy wydobywający się z jego gardła.
Nagle Nezumi oderwał się od niego i powiedział
- Tęskniłem za tobą Shion.
Nikt i nic mu już go nie odbierze.
#Nanimo
sobota, 10 października 2015
I'm not alone - rozdział 4
Cześć, tu Kio, zapraszam na już 4 rozdział mojej Bennody
https://www.youtube.com/watch?v=0xyxtzD54rM Link do piosenki Linkin Park "Given up"
Ciekawe jak smakują jego usta?
https://www.youtube.com/watch?v=0xyxtzD54rM Link do piosenki Linkin Park "Given up"
Ciekawe jak smakują jego usta?
Zaraz, co kurwa? O czym ja właśnie pomyślałem?
Mike
Co to kurwa było. A z resztą nie ważne, liczy się to że już przeszło. Skupiłem swój wzrok na... Zaraz jak on miał na imię...? A, tak, już pamiętam, nazywał się Brad. Wracając do początku, skupiłem wzrok na Bradzie. Dlaczego to zrobiłem? Otóż dlatego, że przez cały czas gdy Chaz "śpiewał", on się na mnie perfidnie gapił, i to takim wzrokiem jakby miał mnie zamordować a ja dotąd nie rozumiem w 100% dlaczego. Był też drugi równie ważny powód, a brzmiał on tak: po mimo tego, iż piosenka była idiotyczna i prosta do zagrania, można było wyczuć talent aż promieniujący od gitarzysty, a że miałem własny zespół jak wspominałem już wcześniej i brakowało nam wokalisty i gitarzysty postanowiłem zadać tej dwójce pytanie czy nie chcieliby dołączyć do naszego zespołu. Tak, mówiłem o dwójce, ponieważ Chaza też brałem pod uwagę i nie chodziło tu o to, że mi pomógł i przeceniam jego umiejętności - było zupełnie inaczej. Jeśli chodzi o muzykę, była ona moją pasją i zawsze myślałem trzeźwo, nie ważne co się działo, jeśli o nią chodziło. Ach, wspomniałem też wcześniej o "naszym" zespole. Miałem tu na myśli pozostałych członków zespołu a byli nimi Rob Bourdon, nasz perkusista, naprawdę fajny gość, dodatkowo jest mega przyjazny i tolerancyjny, chyba że spróbujesz obrazić któregoś z jego przyjaciół, wtedy nie ma przebacz. Drugą osobą jest Dave Farrell, nasz basista o pieszczotliwym przezwisku Phoenix. Jest miłym gościem ale czasami miewa dziwne odpały, znaczy dziwniejsze od tych które zwykle mamy, np. wtedy gdy przedstawiałem chłopakom moją "kochaną" dziewczynę najpierw wydarł się coś typu - ,,nie, nie Mike, tak być nie może, miało być fajnie i miało być yaoi" - po czym zamknął się na chwile i zaczął mruczeć pod nosem coś z czego udało mi się wyłapać słowa takie jak ,,....yaoi... slash.... głupi Mike.... chyba wrócę do Shizayi..". Nigdy nawet nie próbowałem tego ogarnąć, ale nie ważne. Jest jeszcze trzeci członek, nazywa się Joseph Hahn i jest kompletnie wyalienowanym ze społeczeństwa Koreańczykiem. Jest DJem naszej grupy wsparcia dla "niedowartościowanych szukających przyjaciół idiotów" wg kochanego Phoenxa. No nie ważne, koniec przemyśleń. Czas się zapytać.
- Chłopaki, mam dla was propozycję. Chcielibyście może dołączyć do mojego zespołu? Aktualnie potrzebujemy wokalisty i gitarzysty, a wy nadajecie się idealnie. - Mówię z uśmiechem
- ...... - No świetnie, moją odpowiedzią są kropki zniszczenia/milczenia, w zależności od tego jak sytuacja się dalej potoczy
- Jasne, ja się zgadzam. - Odpowiada Brad, po czym oboje patrzymy wyczekująco na Chaza
- Co się na mnie patrzycie, już mówiłem, że nie nadaje się na wokalistę. - Odpowiada. A ja właśnie odczuwam cienką nić porozumienia między mną a Bradem, bo obaj w tym momencie patrzymy na Chaza jak na upośledzonego idiotę nie rozumiejącego co do niego mówimy, normalnie jakbyśmy mówili do niego po polsku, a w końcu żyjemy w Ameryce.
- Jak ty nie nadajesz się na wokalistę, to ja jestem jakaś cholerna Conchita Salami i tyle w temacie. Chaz, masz zajebisty głos i ani mi się waż zaprzeczać. Brad się zgodził dołączyć do zespołu, a ciebie zmuszę ja, choćbym miał to zrobić siłą. - Wypaliłem jednym tchem, a Brad skinięciem głowy przyznał mi rację. Popatrzyłem na Chaza, który wyglądał jakby nadal miał zamiar się kłócić i powiedziałem pierwsze, co przyszło mi do głowy:
- Słuchaj Chaz, widzę, że się ze mną nie zgadzasz, więc tak: Mam pomysł. Napiszemy we dwóch piosenkę, po czym zaśpiewamy ją członkom mojego zespołu, który swoją drogą nazywa się Xero, a jak wszyscy pozostali członkowie ją zaakceptują razem z twoim wokalem to bez żadnego marudzenia i kombinowania masz dołączyć do zespołu
- Chaz, on ma rację, nie ma po co się kłócić. Ja wrócę już do domu. Do zobaczenia jutro - powiedział Brad i wyszedł z domu Chaza, a on sam spojrzał na mnie i mocno zawiedzionym, czy też obrażonym głosem(niepotrzebne skreślić) powiedział:
- No dobra, skoro moja osobista opiekunka tak mówi, to chyba musimy się za to zabrać.
Chaz
- Chodź Mike zaprowadzę cię do mojego ,,studia". Mam już gitarę i kartki, także mamy pole do popisu. - Mówię żartobliwie po czym dodaję: - ale tym razem chcę zaśpiewać coś ostrego. - To mówię już całkiem poważnie. Mam już powyżej uszu wszystkie smęty lub miłosne popy
- No to do roboty. - Mówi Mike wstaje i uśmiecha się do mnie. Boże, jaki on ma piękny uśmiech - myślę, po czym zaraz uderzam się mentalnie w małego palca u nogi. Wiem już od dawna, że jestem gejem, ale to nie znaczy, że muszę się rzucać na każdego poznanego chłopaka. No bo co, mało mi wrażeń po moim ostatnim związku? - dopowiadam i momentalnie tracę resztki dobrego humoru. To nie są dobre wspomnienia. Idziemy z Mikiem na ciasne poddasze i siadamy przy stole. On bierze kartkę i zaczyna coś na niej pisać, a ja mu się przyglądam. Widzę jego odsłonięty karki i linię szczęki, ogólnie cały jego profil, chłopak jest naprawdę przystojny. Nie wiem ile czasu spędzam wpatrując się w Mika, ale w pewnym momencie on obrócił się, podał mi kartkę z napisanym tekstem i zajął się tworzeniem nut, a mi powiedział bym poprawił lub dopisał co mi wpadnie do głowy, bo jemu czegoś w nim brakuje. Byłem przekonany, że będzie to ciężkie zadanie, ale takie nie było. Tekst do mnie przemawiał, i to tak cholernie bardzo, że aż się przeraziłem.
Wake in a sweat again
Another day’s been laid to waste
In my disgrace
Stuck in mymined head again
Feels like I’ll neverput leave this away place
There’s nomercy escape
To było niesamowite, a zarazem okrutne. To tak, jakby opisywało mnie, bo od mojej orientacji i mojej przeszłości nie mam szans uciec, ale brakuje tu jednej rzeczy - konkretnie tego co dobija mnie najbardziej. Dopisuję do tekstu słowa które idealnie tam pasują:
I’m my own worst enemy
Tak, jestem swoim największym wrogiem, tym co robię, co czuję dobijam sam siebie. Ach, te oczy Mike'a skupione na mnie... Nie, nie na tym powinienem się teraz koncentrować. Odwracam wzrok i patrzę na tekst, próbuję się na nim skupić. Nie jest to aż takie trudne, bo talent Mike'a jest niesamowity.
I’ve given up
I’m sick of feeling
Is there nothing you can say?
Take this all away
I’m suffocating
Tell me what the fuck is wrong with me
Tak Mike zabierz, zabierz ode mnie to wszystko. Nie chcę znów kochać, nie chce znów czuć, to nigdy nie jest dobre, to okrutne gdy kochasz i tracisz. Wiem jedno - nic nie jest w porządku. Mike, co jest ze mną nie tak?
I don’t know what to take
Thought I was focused but I’m scared
I’m not prepared
Zupełnie nie jestem przygotowany na tą falę uczuć zalewającą mnie z góry na dół. Nie, znowu, odejdź odejdź odemnie! Jake, nie chce cię pamiętać, nie chce znowu cierpieć...
I hyperventilate
Looking for help somehow somewhere
Czuje się słabo, tracę oddech, nienawidzę tego uczucia straty. Z moich oczu spływają łzy. Wiem, że potrzebuję pomocy. Szukam jej już tak długo, kogoś, kto mnie zrozumie. Kogoś kto mnie pokocha, czy ktoś taki istnieje? Jak myślisz Jake?
And no one cares
I’m my own worst enemy
Zostawiłeś mnie. Nie potrzebujesz mnie. Czemu mnie zostawiłeś Jake? Czy byłem zbyt słaby? Zbyt naiwny? To okrutne, gdybym odszedł, nikt by nie żałował, nie tak, jak tego chcę. Przejął by się tylko Brad. Nie zrobie mu tego, zabiłyby go wyrzuty sumienia.
I’ve given up
I’m sick of feeling
Is there nothing you can say?
Take this all away
I’m suffocating
Tell me what the fuck is wrong with me
Poddaję się, moje odczucia są chore. Muszę cię zostawić, skupić się na życiu, muszę się od tego oderwać, a idealnym sposobem jest muzyka. Ona mnie uspokaja. Uda mi się, dołączę do tego cholernego zespołu. Pytanie, jak wytrzymam w obecności Mika... Mike, zabierz ode mnie to uczucie, zabierz go ode mnie, nie dam sobie z nim rady. Patrzę na zbliżającego się Mike'a. Chłopak się martwi, przytula mnie, a ja tylko nucę w głowie dalszą część:
God!
Put me out of my misery
Put me out of my misery
Put me out of my…
Put me out of my fucking misery!
I’ve given up
I’m sick of feeling
Is there nothing you can say?
Take this all away
I’m suffocating
Tell me what the fuck is wrong with me
Mike
Patrzę na Chaza... On płacze... Czemu on płacze, co ja zrobiłem? Chaz, przestań - myślę i się do niego zbliżam, a on patrzy na mnie, podchodzę do niego i go przytulam, w spazmach, pomiędzy szlochami słyszę tylko ,,Jake... Czemu... Mike, pomóż mi... Proszę, nie dam rady... To za dużo..." Siedzę jeszcze chwilę z chłopakiem, po czym zauważam, że zasnął. Sam też jestem zmęczony, bo Chaz mnie zaskoczył. Również zasypiam, a w głowie mam tylko jedno pytanie: kim jest Jake i co zrobił Chazowi?
The End
No właśnie kim jest Jake i co takiego się stało dlaczego Chaz cierpi? No cóż, ja wiem, wy nie, moja beta także nie choć pewnie się dowie. Myślę, że większość informacji na ten temat pojawi się w 5 rozdziale razem z przsłuchaniem do zespołu i Phoenixsem ,,Yaoistką" na żywo. Jeśli chcecie, by rozdziały pojawiały się częściej, musicie poprosić moją betę. Naprawdę nie chcielibyście tego czytać zanim ona by nie poprawiła, a tak PS. Podajcie jakieś ulubione anime lub serial, bo skoro Phoenix jest yaoistką, to zna ten termin i musi być w jakimś fandomie, także ten no, wstawię w kolejnym rozdziale jakieś nawiązania do niego. A moja Beta mnie zabije, bo nie miałam dostępu do autokorekty, więc czeka ją naprawdę wiele pracy, także ja idę się schować przed płatnym mordercą, latającymi automatami i wysoko-funkcyjnym socjopatą którym jest moja Beta (tak za dużo Sherlocka, a nie, jednak nie, fandomu i seriali na BBC nigdy za dużo)- Kio
.
No więc ja czekam na nawiązania do kultu płaszczy SuperWhoLock. Nie jestem pewna, jak ty to wstawisz, ja to kurwa chcę...
I ja nie jestem socjopatką, wypraszam to sobie, ja mam po prostu pewien typ zaburzeń osobowości, niedojebanie mózgowe (serio), popierdolony charakter i bardzo duży poziom endorfiny we krwi (tak, to ma bardzo podobny skład do morfiny...)- Nanimo
Mike
Co to kurwa było. A z resztą nie ważne, liczy się to że już przeszło. Skupiłem swój wzrok na... Zaraz jak on miał na imię...? A, tak, już pamiętam, nazywał się Brad. Wracając do początku, skupiłem wzrok na Bradzie. Dlaczego to zrobiłem? Otóż dlatego, że przez cały czas gdy Chaz "śpiewał", on się na mnie perfidnie gapił, i to takim wzrokiem jakby miał mnie zamordować a ja dotąd nie rozumiem w 100% dlaczego. Był też drugi równie ważny powód, a brzmiał on tak: po mimo tego, iż piosenka była idiotyczna i prosta do zagrania, można było wyczuć talent aż promieniujący od gitarzysty, a że miałem własny zespół jak wspominałem już wcześniej i brakowało nam wokalisty i gitarzysty postanowiłem zadać tej dwójce pytanie czy nie chcieliby dołączyć do naszego zespołu. Tak, mówiłem o dwójce, ponieważ Chaza też brałem pod uwagę i nie chodziło tu o to, że mi pomógł i przeceniam jego umiejętności - było zupełnie inaczej. Jeśli chodzi o muzykę, była ona moją pasją i zawsze myślałem trzeźwo, nie ważne co się działo, jeśli o nią chodziło. Ach, wspomniałem też wcześniej o "naszym" zespole. Miałem tu na myśli pozostałych członków zespołu a byli nimi Rob Bourdon, nasz perkusista, naprawdę fajny gość, dodatkowo jest mega przyjazny i tolerancyjny, chyba że spróbujesz obrazić któregoś z jego przyjaciół, wtedy nie ma przebacz. Drugą osobą jest Dave Farrell, nasz basista o pieszczotliwym przezwisku Phoenix. Jest miłym gościem ale czasami miewa dziwne odpały, znaczy dziwniejsze od tych które zwykle mamy, np. wtedy gdy przedstawiałem chłopakom moją "kochaną" dziewczynę najpierw wydarł się coś typu - ,,nie, nie Mike, tak być nie może, miało być fajnie i miało być yaoi" - po czym zamknął się na chwile i zaczął mruczeć pod nosem coś z czego udało mi się wyłapać słowa takie jak ,,....yaoi... slash.... głupi Mike.... chyba wrócę do Shizayi..". Nigdy nawet nie próbowałem tego ogarnąć, ale nie ważne. Jest jeszcze trzeci członek, nazywa się Joseph Hahn i jest kompletnie wyalienowanym ze społeczeństwa Koreańczykiem. Jest DJem naszej grupy wsparcia dla "niedowartościowanych szukających przyjaciół idiotów" wg kochanego Phoenxa. No nie ważne, koniec przemyśleń. Czas się zapytać.
- Chłopaki, mam dla was propozycję. Chcielibyście może dołączyć do mojego zespołu? Aktualnie potrzebujemy wokalisty i gitarzysty, a wy nadajecie się idealnie. - Mówię z uśmiechem
- ...... - No świetnie, moją odpowiedzią są kropki zniszczenia/milczenia, w zależności od tego jak sytuacja się dalej potoczy
- Jasne, ja się zgadzam. - Odpowiada Brad, po czym oboje patrzymy wyczekująco na Chaza
- Co się na mnie patrzycie, już mówiłem, że nie nadaje się na wokalistę. - Odpowiada. A ja właśnie odczuwam cienką nić porozumienia między mną a Bradem, bo obaj w tym momencie patrzymy na Chaza jak na upośledzonego idiotę nie rozumiejącego co do niego mówimy, normalnie jakbyśmy mówili do niego po polsku, a w końcu żyjemy w Ameryce.
- Jak ty nie nadajesz się na wokalistę, to ja jestem jakaś cholerna Conchita Salami i tyle w temacie. Chaz, masz zajebisty głos i ani mi się waż zaprzeczać. Brad się zgodził dołączyć do zespołu, a ciebie zmuszę ja, choćbym miał to zrobić siłą. - Wypaliłem jednym tchem, a Brad skinięciem głowy przyznał mi rację. Popatrzyłem na Chaza, który wyglądał jakby nadal miał zamiar się kłócić i powiedziałem pierwsze, co przyszło mi do głowy:
- Słuchaj Chaz, widzę, że się ze mną nie zgadzasz, więc tak: Mam pomysł. Napiszemy we dwóch piosenkę, po czym zaśpiewamy ją członkom mojego zespołu, który swoją drogą nazywa się Xero, a jak wszyscy pozostali członkowie ją zaakceptują razem z twoim wokalem to bez żadnego marudzenia i kombinowania masz dołączyć do zespołu
- Chaz, on ma rację, nie ma po co się kłócić. Ja wrócę już do domu. Do zobaczenia jutro - powiedział Brad i wyszedł z domu Chaza, a on sam spojrzał na mnie i mocno zawiedzionym, czy też obrażonym głosem
- No dobra, skoro moja osobista opiekunka tak mówi, to chyba musimy się za to zabrać.
Chaz
- Chodź Mike zaprowadzę cię do mojego ,,studia". Mam już gitarę i kartki, także mamy pole do popisu. - Mówię żartobliwie po czym dodaję: - ale tym razem chcę zaśpiewać coś ostrego. - To mówię już całkiem poważnie. Mam już powyżej uszu wszystkie smęty lub miłosne popy
- No to do roboty. - Mówi Mike wstaje i uśmiecha się do mnie. Boże, jaki on ma piękny uśmiech - myślę, po czym zaraz uderzam się mentalnie w małego palca u nogi. Wiem już od dawna, że jestem gejem, ale to nie znaczy, że muszę się rzucać na każdego poznanego chłopaka. No bo co, mało mi wrażeń po moim ostatnim związku? - dopowiadam i momentalnie tracę resztki dobrego humoru. To nie są dobre wspomnienia. Idziemy z Mikiem na ciasne poddasze i siadamy przy stole. On bierze kartkę i zaczyna coś na niej pisać, a ja mu się przyglądam. Widzę jego odsłonięty karki i linię szczęki, ogólnie cały jego profil, chłopak jest naprawdę przystojny. Nie wiem ile czasu spędzam wpatrując się w Mika, ale w pewnym momencie on obrócił się, podał mi kartkę z napisanym tekstem i zajął się tworzeniem nut, a mi powiedział bym poprawił lub dopisał co mi wpadnie do głowy, bo jemu czegoś w nim brakuje. Byłem przekonany, że będzie to ciężkie zadanie, ale takie nie było. Tekst do mnie przemawiał, i to tak cholernie bardzo, że aż się przeraziłem.
Wake in a sweat again
Another day’s been laid to waste
In my disgrace
Stuck in my
Feels like I’ll never
There’s no
To było niesamowite, a zarazem okrutne. To tak, jakby opisywało mnie, bo od mojej orientacji i mojej przeszłości nie mam szans uciec, ale brakuje tu jednej rzeczy - konkretnie tego co dobija mnie najbardziej. Dopisuję do tekstu słowa które idealnie tam pasują:
I’m my own worst enemy
Tak, jestem swoim największym wrogiem, tym co robię, co czuję dobijam sam siebie. Ach, te oczy Mike'a skupione na mnie... Nie, nie na tym powinienem się teraz koncentrować. Odwracam wzrok i patrzę na tekst, próbuję się na nim skupić. Nie jest to aż takie trudne, bo talent Mike'a jest niesamowity.
I’ve given up
I’m sick of feeling
Is there nothing you can say?
Take this all away
I’m suffocating
Tell me what the fuck is wrong with me
Tak Mike zabierz, zabierz ode mnie to wszystko. Nie chcę znów kochać, nie chce znów czuć, to nigdy nie jest dobre, to okrutne gdy kochasz i tracisz. Wiem jedno - nic nie jest w porządku. Mike, co jest ze mną nie tak?
I don’t know what to take
Thought I was focused but I’m scared
I’m not prepared
Zupełnie nie jestem przygotowany na tą falę uczuć zalewającą mnie z góry na dół. Nie, znowu, odejdź odejdź odemnie! Jake, nie chce cię pamiętać, nie chce znowu cierpieć...
I hyperventilate
Looking for help somehow somewhere
Czuje się słabo, tracę oddech, nienawidzę tego uczucia straty. Z moich oczu spływają łzy. Wiem, że potrzebuję pomocy. Szukam jej już tak długo, kogoś, kto mnie zrozumie. Kogoś kto mnie pokocha, czy ktoś taki istnieje? Jak myślisz Jake?
And no one cares
I’m my own worst enemy
Zostawiłeś mnie. Nie potrzebujesz mnie. Czemu mnie zostawiłeś Jake? Czy byłem zbyt słaby? Zbyt naiwny? To okrutne, gdybym odszedł, nikt by nie żałował, nie tak, jak tego chcę. Przejął by się tylko Brad. Nie zrobie mu tego, zabiłyby go wyrzuty sumienia.
I’ve given up
I’m sick of feeling
Is there nothing you can say?
Take this all away
I’m suffocating
Tell me what the fuck is wrong with me
Poddaję się, moje odczucia są chore. Muszę cię zostawić, skupić się na życiu, muszę się od tego oderwać, a idealnym sposobem jest muzyka. Ona mnie uspokaja. Uda mi się, dołączę do tego cholernego zespołu. Pytanie, jak wytrzymam w obecności Mika... Mike, zabierz ode mnie to uczucie, zabierz go ode mnie, nie dam sobie z nim rady. Patrzę na zbliżającego się Mike'a. Chłopak się martwi, przytula mnie, a ja tylko nucę w głowie dalszą część:
God!
Put me out of my misery
Put me out of my misery
Put me out of my…
Put me out of my fucking misery!
I’ve given up
I’m sick of feeling
Is there nothing you can say?
Take this all away
I’m suffocating
Tell me what the fuck is wrong with me
Mike
Patrzę na Chaza... On płacze... Czemu on płacze, co ja zrobiłem? Chaz, przestań - myślę i się do niego zbliżam, a on patrzy na mnie, podchodzę do niego i go przytulam, w spazmach, pomiędzy szlochami słyszę tylko ,,Jake... Czemu... Mike, pomóż mi... Proszę, nie dam rady... To za dużo..." Siedzę jeszcze chwilę z chłopakiem, po czym zauważam, że zasnął. Sam też jestem zmęczony, bo Chaz mnie zaskoczył. Również zasypiam, a w głowie mam tylko jedno pytanie: kim jest Jake i co zrobił Chazowi?
The End
No właśnie kim jest Jake i co takiego się stało dlaczego Chaz cierpi? No cóż, ja wiem, wy nie, moja beta także nie choć pewnie się dowie. Myślę, że większość informacji na ten temat pojawi się w 5 rozdziale razem z przsłuchaniem do zespołu i Phoenixsem ,,Yaoistką" na żywo. Jeśli chcecie, by rozdziały pojawiały się częściej, musicie poprosić moją betę. Naprawdę nie chcielibyście tego czytać zanim ona by nie poprawiła, a tak PS. Podajcie jakieś ulubione anime lub serial, bo skoro Phoenix jest yaoistką, to zna ten termin i musi być w jakimś fandomie, także ten no, wstawię w kolejnym rozdziale jakieś nawiązania do niego. A moja Beta mnie zabije, bo nie miałam dostępu do autokorekty, więc czeka ją naprawdę wiele pracy, także ja idę się schować przed płatnym mordercą, latającymi automatami i wysoko-funkcyjnym socjopatą którym jest moja Beta (tak za dużo Sherlocka, a nie, jednak nie, fandomu i seriali na BBC nigdy za dużo)- Kio
.
No więc ja czekam na nawiązania do kultu płaszczy SuperWhoLock. Nie jestem pewna, jak ty to wstawisz, ja to kurwa chcę...
I ja nie jestem socjopatką, wypraszam to sobie, ja mam po prostu pewien typ zaburzeń osobowości, niedojebanie mózgowe (serio), popierdolony charakter i bardzo duży poziom endorfiny we krwi (tak, to ma bardzo podobny skład do morfiny...)- Nanimo
Yaoistki w Tardis rozdział 1
Rozdział 1 pt.
"Co by było gdyby Voldemort był yaoistką, a autorki bloga dorwały Tardis"
Uwaga, zanim to przeczytasz, skontaktuj się z psychiatrą lub psychologiem oraz upewnij się, że jesteś takim wariatem interesującym człowiekiem jak autorki... Serio, to wysysa mózgi przez nos tak jak w starożytnym Egipcie.
Dawno dawno temu, w odległej galaktyce... Albo w naszej... Albo jednak nie... Żył sobie Czarny Pan (który mimo wszystko był bardzo blady) oraz jego dwójka podwładnych, Julkeł i Kasieł. Były one jednymi z kilku ocalałych Władców Czasu.
O swoim pochodzeniu dowiedziały się dosyć niedawno. Przecież to jest najzupełniej normalne, dwójka nerdów żyje sobie zwyłym życiem, albo w sumie nerdy nie mają życia, w każdym razie żyją sobie w Hogwarcie i na czwartym roku dowiadują się, że została im wymazana pamięć, są właściwie nieśmiertelne i potrafią podróżować w czasie i przestrzeni. Oraz, że pewien czarodziej o nazwisku Riddle wie, gdzie można znaleźć TARDIS.
Od tego czasu podróżują razem od jednego świata do drugiego w poszukiwaniu zabawy...
__________
- To gdzie mnie zabierzecie? - spytał Sam-Wiesz-Kto
- Gdzieś gdzie jest dużo liny, taśmy klejącej i betonu, żebym nie musiała już więcej patrzeć na twoją paskudną mordę, oczywiście książki i filmy z Pottera się nie liczą... - Odburknęła szatynka vel Szatanka, czyli Kasieł (a Juleł to blondynka, ale zdecydowanie niegłupia, psychopaci zwykle są inteligentni...)
- Kasieł, spokojnie... - Juleł na próżno starała się uspokoić zirytowaną dziewczynę
- No co ja ci poradzę na to, że on mnie wkurwia... Wszystko było zajebiście, Hogwart, nieśmiertelność, TARDIS i takie tam, ale niestety pan wężowaty zaczął nas błagać żebyśmy go gdzieś zabrały. Wysadzimy go na Gallifrey zaraz przed wybuchem, pasuje? Ten biały murzyn rudy chińczyk dżihadysta Czarny Pan tylko chce odkryć sposób na nieśmiertelność...
- Nieprawda... - Bronił się Voldi
- Doskonale wiesz, że to prawda. I przestań zachowywać się jak niedojrzała fangirl...
- Powiedziały dwie niedojrzałe fangirl. - Zripostował ją Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać
- SPIERALAJ! TAM SĄ KURWA DRZWI! - Riddle jednak posłuchał Kasieł i wykonał jej polecenie. Nagle dziewczyna usłyszała głos Juleł:
- Nie przeklinaj kurwa.
__________
- To co, pierwsza podróż? Tylko nie chcę się zbyt daleko przenosić w czasie, bo potem się okaże, że zobaczymy dinozaury albo koniec świata... (dopisek: No co, nie mogę? To w sumie było w DW...)
- Wiesz, zawsze chciałam pojechać do Tokio.
__________
BADUM-TSSS
Martwica mózgów
Skamieniny (ta-ta-ta pssss)
__________
- Wreszcie nam się udało dotrzeć... Ale nie musiałaś ze sobą zabierać tego czegoś... - Juleł po raz kolejny narzekała na cały świat.
A przecież Kasieł wzięła ze sobą tylko bardzo słodkiego misia z rogiem, uśmiechem a'la Jeff The Killer albo Joker z Batmana, dwoma kończynami do połowy urwanymi i dwoma zastąpionymi przez takie od manekina malarskiego. Dodatkowo pluszak miał na sobie białą koszulkę, na której Kasieł napisała markerem ,,ZAKONNICE SZATANA", ,,ZIEMNIACZKI" oraz ,,KWIATKORYBKI HETEROHOMOGENIZOWANE". W sumie to coś było bardzo uroczo-mordercze, ale dlatego, że Juleł była starsza musiała się wykazać chociaż resztkami czegoś, co jest nazywane instynktem samozachowawczym.
- Wiem, wiem, ale to chyba nadal nie jest nasz świat... Wiesz, fizyka, wszechświaty równoległe...
- Wszystko ładnie i pięknie, ale ty nie znasz się na fizyce, ani tym bardziej na wszechświatach równoległych... - Juleł tym bardziej, ale to nie ważne w tym momencie. Prawdopodobnie cała ich wiedza na te tematy pochodziła z Doctora Who.
- Pieprzyć to. Przyjmijmy, że się na tym znam. - Ogłosiła wszem i wobec tą kuriozalną tezę Kasieł. - Idziemy szukać miejsc, w których się działa akcja Durarara!!
- HAI!
Niestety niedługo potem ta radosna rozmowa została przerwana krzykiem:
- KUUUURWAAAA IZAYAAAA!!!
Zdecydowanie nie wierzyły w to, co zobaczyły i usłyszały. Tylko dlaczego zaraz potem podświadomie zaczęły układać swój przerażający plan?
- Czy ty też jesteś w nastroju na gejporno? - spytała Kasieł
- TAAAAK~ - Krzyknął... Lord Voldemort? Zaraz potem Wężowaty wyłonił się zza jednego z budynków. Właśnie sobie coś uświadomiły. Riddle pojechał TARDIS'em na gapę...
- No nie wiedziałam, że z ciebie taka niedojrzała fangirl. - Kasieł zaczęła się z nim droczyć, ale w głębi serca w sumie cieszyła się z tego, że ich ,,stary przyjaciel" jednak tu jest. Z nim będzie zabawniej.
__________
Chwilę później, gdy już znaleźli Wszę i Potwora
__________
Postanowiła, że będzie zachowywać się normalnie, więc wyciągnęła z kieszeni rozkładany nożyk i różdżkę.Nożyk tak na wszelki wypadek...
Normalnie jak na Ikebukuro.
W sumie pojawienie się dwóch Time Ladies(tak, na pewno ladies) nie wywołałoby tam jakiegoś zbytniego zamieszania.
Nie miała w głowie żadnego planu. Po prostu kierowała się emocjami. Które oczywiście były skrajne. Właśnie dlatego podeszła do wkurwionego kolesia w stroju barmana, który oczywiście, tak jak codziennie, próbował zabić swojego chłopaka rzucając w niego różnymi ciężkimi przedmiotami. Takimi jak lodówki czy samochody. Bo przecież to jest takie oczywiste.
- Bow ties are cool. - Powiedziała, po czym zaczęła się histerycznie śmiać. - Imperio! - Pomyślała, że wróci z nim do TARDISeła, a w międzi czasie jej przyjaciółka ,,przesłucha" Informatora.
__________
Ona wcale nie zastanawiała się, w jakiej pozycji jej OTP będzie uprawiać seks dzisiaj w nocy. I wcale nie zastanawiała się, jak ich zabiorą do TARDIS. Bo tak. Bo tak chcą ( ͡° ͜ʖ ͡°). Bo Kasieł i Juleł chcą mieć takich towarzyszy podróży czasoprzestrzennych.
__________
Starała wtopić się w tłum oraz zachowywać się normalnie. Ale nie mogła. Bo takie nie było jej przeznaczenie. Obserwała to zdarzenie z takim jakimś... Szczęściem? Prawdopodobnie...
Uśmiechnęła się. Wiedziała, że już nigdy nie dotknie jej rzeczywistość.
Tylko po co jej ten nóż? - Pomyślała. A potem sobie przypomniała, że przecież Kasieł kiedyś jej powiedziała, że co prawda utożsamia się z większością swoich ulubionych postaci, ale gdyby, oczywiście hipotetycznie (wtedy jeszcze hipotetycznie) spotkałaby którąś z nich, to prawdopodobnie się albo na niej wyżyje (wiąże się to też prawdopodobnie w jej przypadku z przebraniem się za największego wroga tej postaci, ponieważ Kasieł miała na sobie czarne buty, czarne spodnie i czarną kurtkę z białym futerkiem, a na dodatek ten nóż...), albo zostanie jej psychiatrą/psychologiem (zależy od postaci), albo krzyknie na cały głos ,,JESTEŚ GEJEM?!". Oczywiście w kontekście ,,powiedz, że jesteś, bo cała populacja Tumblra się załamie".
Postanowiła, że ona też się trochę zabawi.
PORA NA WYSYSANIE DUSZY!
Więc zrobiła jeden krok, potem drugi, trzeci, potem jeszcze kilka, głupi uśmiech na usta, a potem prawdziwy. Nie wiedziała, że to robi.
- Cześć Izaya. Najpierw chcę ci powiedzieć, że ja wiem o tobie wszystko, a ty o mnie prawdopodobnie nic. Myślę, że zjebałam ci wszystkie plany. A teraz giń. - Powiedziała, a jej ulubiony ,,psychopata" słuchał jej tak, jakby słuchał własnych myśli. Od dawna nie spotkał tak interesującej i oryginalnej osoby. - Nie no, wiesz przecież, że ja tego nie zrobię. Nie miałabym z tego frajdy. A teraz przejdźmy do sedna. JESTEŚCIE Z SHIZU-CHANEM PARĄ? NO ODPOWIADAJ! JESTEŚ GEJEM? - Spytała
- Czy odpowiedź na to pytanie da ci satysfakcję? - Tak, da - pomyślała - Mam odpowiedzieć, że jestem, że pieprzyłem się z Shizusiem, że jesteśmy w stałym związku a te walki to tylko na pokaz? - Tak - Czy może raczej oczekujesz odpowiedzi, że jest to niespełniona miłość? - Jeśli znasz jakiegoś dobrego psychiatrę to możesz, ale wolę pierwszy wariant. - Masz jakiś związek z Eriką, prawda? Też należysz do sekty yaoistek? - No oczywiście skarbie ( ͡° ͜ʖ ͡°)
- No dokładnie, a twój przyszły chłopak wcale nie został opętany przez jedną z czterech osób, które są z charakteru i często z wyglądu jak wasze dziecko. (dopisek autorki: Vorona, Aoba i w tym opowiadaniu Kasieł i Juleł) I wcale nie przetransportowuje go do wechikułu czasu będącego statkiem kosmicznym a przy okazji wyglądającego jak londyńska budka telefoniczna z lat sześćdziesiątych. Idź i uratuj swoją księżniczkę. - Będąc w świecie fikcji cytuje fikcję. To jest takie normalne.
"Co by było gdyby Voldemort był yaoistką, a autorki bloga dorwały Tardis"
Uwaga, zanim to przeczytasz, skontaktuj się z psychiatrą lub psychologiem oraz upewnij się, że jesteś takim
Dawno dawno temu, w odległej galaktyce... Albo w naszej... Albo jednak nie... Żył sobie Czarny Pan (który mimo wszystko był bardzo blady) oraz jego dwójka podwładnych, Julkeł i Kasieł. Były one jednymi z kilku ocalałych Władców Czasu.
O swoim pochodzeniu dowiedziały się dosyć niedawno. Przecież to jest najzupełniej normalne, dwójka nerdów żyje sobie zwyłym życiem, albo w sumie nerdy nie mają życia, w każdym razie żyją sobie w Hogwarcie i na czwartym roku dowiadują się, że została im wymazana pamięć, są właściwie nieśmiertelne i potrafią podróżować w czasie i przestrzeni. Oraz, że pewien czarodziej o nazwisku Riddle wie, gdzie można znaleźć TARDIS.
Od tego czasu podróżują razem od jednego świata do drugiego w poszukiwaniu zabawy...
__________
- To gdzie mnie zabierzecie? - spytał Sam-Wiesz-Kto
- Gdzieś gdzie jest dużo liny, taśmy klejącej i betonu, żebym nie musiała już więcej patrzeć na twoją paskudną mordę, oczywiście książki i filmy z Pottera się nie liczą... - Odburknęła szatynka vel Szatanka, czyli Kasieł (a Juleł to blondynka, ale zdecydowanie niegłupia, psychopaci zwykle są inteligentni...)
- Kasieł, spokojnie... - Juleł na próżno starała się uspokoić zirytowaną dziewczynę
- No co ja ci poradzę na to, że on mnie wkurwia... Wszystko było zajebiście, Hogwart, nieśmiertelność, TARDIS i takie tam, ale niestety pan wężowaty zaczął nas błagać żebyśmy go gdzieś zabrały. Wysadzimy go na Gallifrey zaraz przed wybuchem, pasuje? Ten biały murzyn rudy chińczyk dżihadysta Czarny Pan tylko chce odkryć sposób na nieśmiertelność...
- Nieprawda... - Bronił się Voldi
- Doskonale wiesz, że to prawda. I przestań zachowywać się jak niedojrzała fangirl...
- Powiedziały dwie niedojrzałe fangirl. - Zripostował ją Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać
- SPIERALAJ! TAM SĄ KURWA DRZWI! - Riddle jednak posłuchał Kasieł i wykonał jej polecenie. Nagle dziewczyna usłyszała głos Juleł:
- Nie przeklinaj kurwa.
__________
- To co, pierwsza podróż? Tylko nie chcę się zbyt daleko przenosić w czasie, bo potem się okaże, że zobaczymy dinozaury albo koniec świata... (dopisek: No co, nie mogę? To w sumie było w DW...)
- Wiesz, zawsze chciałam pojechać do Tokio.
__________
BADUM-TSSS
Martwica mózgów
Skamieniny (ta-ta-ta pssss)
__________
- Wreszcie nam się udało dotrzeć... Ale nie musiałaś ze sobą zabierać tego czegoś... - Juleł po raz kolejny narzekała na cały świat.
A przecież Kasieł wzięła ze sobą tylko bardzo słodkiego misia z rogiem, uśmiechem a'la Jeff The Killer albo Joker z Batmana, dwoma kończynami do połowy urwanymi i dwoma zastąpionymi przez takie od manekina malarskiego. Dodatkowo pluszak miał na sobie białą koszulkę, na której Kasieł napisała markerem ,,ZAKONNICE SZATANA", ,,ZIEMNIACZKI" oraz ,,KWIATKORYBKI HETEROHOMOGENIZOWANE". W sumie to coś było bardzo uroczo-mordercze, ale dlatego, że Juleł była starsza musiała się wykazać chociaż resztkami czegoś, co jest nazywane instynktem samozachowawczym.
- Wiem, wiem, ale to chyba nadal nie jest nasz świat... Wiesz, fizyka, wszechświaty równoległe...
- Wszystko ładnie i pięknie, ale ty nie znasz się na fizyce, ani tym bardziej na wszechświatach równoległych... - Juleł tym bardziej, ale to nie ważne w tym momencie. Prawdopodobnie cała ich wiedza na te tematy pochodziła z Doctora Who.
- Pieprzyć to. Przyjmijmy, że się na tym znam. - Ogłosiła wszem i wobec tą kuriozalną tezę Kasieł. - Idziemy szukać miejsc, w których się działa akcja Durarara!!
- HAI!
Niestety niedługo potem ta radosna rozmowa została przerwana krzykiem:
- KUUUURWAAAA IZAYAAAA!!!
Zdecydowanie nie wierzyły w to, co zobaczyły i usłyszały. Tylko dlaczego zaraz potem podświadomie zaczęły układać swój przerażający plan?
- Czy ty też jesteś w nastroju na gejporno? - spytała Kasieł
- TAAAAK~ - Krzyknął... Lord Voldemort? Zaraz potem Wężowaty wyłonił się zza jednego z budynków. Właśnie sobie coś uświadomiły. Riddle pojechał TARDIS'em na gapę...
- No nie wiedziałam, że z ciebie taka niedojrzała fangirl. - Kasieł zaczęła się z nim droczyć, ale w głębi serca w sumie cieszyła się z tego, że ich ,,stary przyjaciel" jednak tu jest. Z nim będzie zabawniej.
__________
Chwilę później, gdy już znaleźli Wszę i Potwora
__________
Postanowiła, że będzie zachowywać się normalnie, więc wyciągnęła z kieszeni rozkładany nożyk i różdżkę.
Normalnie jak na Ikebukuro.
W sumie pojawienie się dwóch Time Ladies
Nie miała w głowie żadnego planu. Po prostu kierowała się emocjami. Które oczywiście były skrajne. Właśnie dlatego podeszła do wkurwionego kolesia w stroju barmana, który oczywiście, tak jak codziennie, próbował zabić swojego chłopaka rzucając w niego różnymi ciężkimi przedmiotami. Takimi jak lodówki czy samochody. Bo przecież to jest takie oczywiste.
- Bow ties are cool. - Powiedziała, po czym zaczęła się histerycznie śmiać. - Imperio! - Pomyślała, że wróci z nim do TARDISeła, a w międzi czasie jej przyjaciółka ,,przesłucha" Informatora.
__________
Ona wcale nie zastanawiała się, w jakiej pozycji jej OTP będzie uprawiać seks dzisiaj w nocy. I wcale nie zastanawiała się, jak ich zabiorą do TARDIS. Bo tak. Bo tak chcą ( ͡° ͜ʖ ͡°). Bo Kasieł i Juleł chcą mieć takich towarzyszy podróży czasoprzestrzennych.
__________
Starała wtopić się w tłum oraz zachowywać się normalnie. Ale nie mogła. Bo takie nie było jej przeznaczenie. Obserwała to zdarzenie z takim jakimś... Szczęściem? Prawdopodobnie...
Uśmiechnęła się. Wiedziała, że już nigdy nie dotknie jej rzeczywistość.
Tylko po co jej ten nóż? - Pomyślała. A potem sobie przypomniała, że przecież Kasieł kiedyś jej powiedziała, że co prawda utożsamia się z większością swoich ulubionych postaci, ale gdyby, oczywiście hipotetycznie (wtedy jeszcze hipotetycznie) spotkałaby którąś z nich, to prawdopodobnie się albo na niej wyżyje (wiąże się to też prawdopodobnie w jej przypadku z przebraniem się za największego wroga tej postaci, ponieważ Kasieł miała na sobie czarne buty, czarne spodnie i czarną kurtkę z białym futerkiem, a na dodatek ten nóż...), albo zostanie jej psychiatrą/psychologiem (zależy od postaci), albo krzyknie na cały głos ,,JESTEŚ GEJEM?!". Oczywiście w kontekście ,,powiedz, że jesteś, bo cała populacja Tumblra się załamie".
Postanowiła, że ona też się trochę zabawi.
PORA NA WYSYSANIE DUSZY!
Więc zrobiła jeden krok, potem drugi, trzeci, potem jeszcze kilka, głupi uśmiech na usta, a potem prawdziwy. Nie wiedziała, że to robi.
- Cześć Izaya. Najpierw chcę ci powiedzieć, że ja wiem o tobie wszystko, a ty o mnie prawdopodobnie nic. Myślę, że zjebałam ci wszystkie plany. A teraz giń. - Powiedziała, a jej ulubiony ,,psychopata" słuchał jej tak, jakby słuchał własnych myśli. Od dawna nie spotkał tak interesującej i oryginalnej osoby. - Nie no, wiesz przecież, że ja tego nie zrobię. Nie miałabym z tego frajdy. A teraz przejdźmy do sedna. JESTEŚCIE Z SHIZU-CHANEM PARĄ? NO ODPOWIADAJ! JESTEŚ GEJEM? - Spytała
- Czy odpowiedź na to pytanie da ci satysfakcję? - Tak, da - pomyślała - Mam odpowiedzieć, że jestem, że pieprzyłem się z Shizusiem, że jesteśmy w stałym związku a te walki to tylko na pokaz? - Tak - Czy może raczej oczekujesz odpowiedzi, że jest to niespełniona miłość? - Jeśli znasz jakiegoś dobrego psychiatrę to możesz, ale wolę pierwszy wariant. - Masz jakiś związek z Eriką, prawda? Też należysz do sekty yaoistek? - No oczywiście skarbie ( ͡° ͜ʖ ͡°)
- No dokładnie, a twój przyszły chłopak wcale nie został opętany przez jedną z czterech osób, które są z charakteru i często z wyglądu jak wasze dziecko. (dopisek autorki: Vorona, Aoba i w tym opowiadaniu Kasieł i Juleł) I wcale nie przetransportowuje go do wechikułu czasu będącego statkiem kosmicznym a przy okazji wyglądającego jak londyńska budka telefoniczna z lat sześćdziesiątych. Idź i uratuj swoją księżniczkę. - Będąc w świecie fikcji cytuje fikcję. To jest takie normalne.
__________
A Voldemort po prostu krążył sobie dookoła i próbował zatamować krwotok z braku nosa.
( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)Owari no Homo Owari Yes Homo
W TARDIS
__________
- Ej, ja nadal nie wierzę, że dałeś się nabrać. Przecież to był taki prosty, nieprzemyślany... Po prostu kurwa głupi plan. - Powiedziała Kasieł
- Wiesz, ja tam myślę, że on po prostu wykorzystywał sytuację. - Odpowiedziała Juleł
- No w sumie... Chyba... Na pewno masz rację.
Był tylko jeden problem: Nie wiedziały, co zrobić z nieprzytomnym Shizuo leżącym na podłodze. Nawet słynny Potwór z Ikebukuro nie oprze się kilku magicznym zaklęciom. Albo kilkunastu. I nożowi. I broni palnej (w TARDIS można znaleźć wszystko, dosłownie wszystko, bałagan, broń, patologia, książki, jeszcze więcej książek... Rękę w formalinie i głowę w słoiku też można tam znaleźć). I kilku substancjom, których pochodzenia lepiej nie zapamiętywać, bo można mieć kłopoty.
- Na co czekasz, pocałuj go~... - Powiedział Lord Voldemort. Kasieł była coraz bardziej pewna, że ten facet ma rozdwojenie osobowości.
- To nie byłoby takie zabawne jak to. - Izaya zbliżył się do nieprzytomnego Shizuo i... Zaczął po nim skakać! - Zawsze chciałem to zrobić! I co teraz Shizu-chan, teraz ja jestem na górze, a ty jesteś na dole... - A obserwatorzy starali się powstrzymać piszczenie, sikali ze śmiechu i profilaktycznie starali się wydostać z Matrixa, bo myśleli, że to sen.
- A może jednak go obudzimy? - Zasugerował Riddle
- To chyba dobry pomysł... - Stwierdził Orihara, gdy już przestał skakać na niedoszłym trupie jego chłopaka wroga jak zwą tak zwą.
Nagle zobaczyli, że dotychczas nieprzytomny Shizuo otworzył oczy
- Gdzie ja jestem? Kim wy jesteście? - Spytał. Najwidoczniej stracił pamięć...
- Shizuś, wreszcie się obudziłeś! -
- Przepraszam, ale kim ty jesteś?
- No jak to kim. Nazywam się Izaya Orihara i jestem twoim chłopakiem. Teraz mnie pamiętasz? - Spytał, po czym pomógł mu wstać i ku zaskoczeniu innych pocałował go. - A teraz pamiętasz?
A Kasieł, Juleł i Voldemorteł starali się powstrzymać hiperwentylację i palpitacje serca, i nikomu to nie wychodziło.
__________
Ze wszystkich rzeczy, których żałowały, z pewnością nie żałowały umieszczenia kamer w strategicznych miejscach w TARDIS. Wiedziały, że nikt nie będzie spać dzisiaj w nocy. Z różnych powodów...
__________
Wstawiam kilka zdjęć, żebyście poczuli ten klimat. Czujecie, jak śmierdzi?
![]() |
| Voldemort yaoistka |
![]() |
| Gratulacje z okazji seksu |
#Nanimo
Etykiety:
Doctor Who,
Durarara,
Fanfiction,
Fangirl,
Harry Potter,
Izaya,
Miłość,
Multifandom,
Opowiadania,
Psychopaci,
Shizaya,
Shizuo,
Tardis,
Tom Riddle,
Voldemort,
Yaoi
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)







