sobota, 13 lutego 2016

Yaoistki w Tardis rozdział 3

               ­– Zjazd Herosów? Okay… Ale Wiśkę ostatnio gdzieś wcięło – oznajmiła jej Juleł
               – Osobiście mam nadzieję, że zdechła – powiedziała – po tym, jak dostarczyliśmy ich do Obozu Herosów i okazało się, że jednak są półbogami, to możliwe…
               – Jest jeszcze chyba nieokreślona, co? Poinformowałaby nas jakoś.
               – Pewnie Atena. Nie mam nic do Ann, ale Wiśka wpierdoliła wszystkie rozumy. Jak to się tam zmieściło? Przecież mogłabym ją zdeptać – ta dziewczyna denerwowała ją po prostu wszystkim…

***

               ­– Sorki chłopaki, ale śmiertelników nie wpuszczamy – Juleł oznajmiła ich ekipie, tej popierdolonej fikcyjnej Nakama Burdel smutną wiadomość – jeszcze byście coś zjebali. Nie chcę się narazić. Poza tym, nawet nie jesteście w fandomie, nie bawilibyście się tam dobrze
               – W sumie… a pojedyncze osoby zawsze możemy gdzieś zaprosić żebyście się zapoznali z naszą Gwardią Szwajcarską – jej przyjaciółka starała się znaleźć jeszcze więcej argumentów
               – Z czym? – Voldemort zastanawiał się nad czymś – to znaczy chyba wiem z czym, ale… co?
               – Cichaj, pasowało – odpowiedziała Kasieł

***

2000 Jahre später

***

               Po katastrofalnym przylocie do miejsca gdzie znajdowała się całkiem pokaźna półboska patologiczna rodzinka, czekała je niemała niespodzianka
               ­– Wisia jest w Obozie Jupiter? – młodsza Time Lady była skora urządzić imprezę z tego powodu – a co ona tam robi?
               – Pretoruje – odpowiedziała jej Janeł
               – Że co kurwa?! – gdyby miała w ustach picie, pewnie by je wypluła – ja wiem, że Frau Hitler i te sprawy, ale to chyba krótki czas…
               – Tak między nami, ona jest w tej kwestii gorsza od Oktawiana, i wiem co mówię. Po wojnie z Gają okazało się, że wszystkie strony, czyli Obozy, Nomy i tak dalej utrzymują ze sobą kontakt… musiałam, nie z własnej woli, ale musiałam – to musiało być okropne uczucie, patrzeć na tego mordercę miśków i czuć jego ego w powietrzu…
               – Spokojnie…

***

               Kasieł obudziła się w krzakach niedaleko domku Zeusa
               – O kurwa… – rozumiała trzy rzeczy. Pierwsza: miała kaca. Druga: w jej czaszce wybuchła bomba atomowa. Trzecia: prawie nic nie pamiętała z imprezy, ale było zajebiście.
               Nagle usłyszała krzyki.
               Kurwa, zabijcie mnie, pomyślała
               Okazało się, że to Apolliniątka przybywały ludziom na ratunek i liczyły ludzi, bo byłoby kiepsko, gdyby któryś heros się zgubił. Po jakimś czasie ją znaleźli i jeden z blondasków z łukami rzucił w jej kierunku dziwne pigułki.
               Koleś, jeśli to pigułka gwałtu to spóźniłeś się parę godzin. A poza tym, przecież jestem nieruchable…
               – To na kaca. Polecam popić czymś gazowanym, tylko wtedy da się przełknąć. Nadal mam traumę po próbie kontrolnej… – o Panie i Zbawco, jeśli to podziała, to chyba  zacznę cię wyznawać, stwierdziła, a sekundę później podał jej również małą butelkę coli. Połknęła tabletkę i w jednej chwili się ogarnęła.
               – Wyglądasz jak niedorozwinięty sobowtór Sabo – powiedziała
               – Jak kto? – zdziwił się
               – Nie ważne. One Piece ma na chwilę obecną ponad osiemset rozdziałów, nie palę się do opowiadania. To raczej długa historia. Zajebista, ale długa.

***
               Jakiś… tydzień później?

***

               [Mayeł, dlaczego muszę to robić? Przecież dobrze wiesz, że jeszcze nie umiem w EXO… pojechać pojadę, ich muzyka nawet mi się podoba, ale no… nie jaram się… jeszcze…] – była tym faktem bardzo zirytowana. Przyjaciółka z konfy kazała jej pojechać razem z nią na koncert EXO i porwać Sehuna, Luhana i Xiumima tylko po to, żeby obserwować ich trójkącik… powiedziała jej, że oczywiście potem odstawią ich na miejsce –czytaj ten koncert- ale nie wiedziała, czy jej wierzyć… tak się zastanawiała i zastanawiała, gdy nagle usłyszała trzaśnięcie drzwiami…
               – IDZIESZ CZY NIE? Bo ja się jaram jak ten koleś z FMA o którym mi tyle mówiłaś… w ogóle czemu mi o tym tak spamowałaś? Te spoilery…
               – Skarbie, to nie spoilery… – odpowiedziała jej – spoiler to byłoby zakończenie, ślepota Roya oraz to, że jeśli dobrze skleciłam teorię i poukładałam fakty, to Ed jest chyba nieśmiertelny…
               – ZAWRZYJ TWARZOSTAN KASIE, NIE TERAZ – była bardzo na nią wkurzona, bo dobrze wiedziała, że ta seria się jej spodoba. Miała bardzo podobny gust do jej ulubionej Time Lady, a poza tym Kasie powiedziała jej, że jedyne hejty jakie widziała na FMA to bezpodstawne, jej zdaniem, kłótnie pomiędzy fanami jednej i drugiej serii
               – Przedstawiam wam wszystkim moją ukochaną drugą waifu, Mayeł.
               – Czy odkąd masz tego TARDISA przewinęła się tu chociaż jedna heteroseksualna osoba? – usłyszała z daleka srakastyczny komentarz Potworka
               – Niech pomyślę… nie – odpowiedziała z uśmiechem na ustach
               – No i fajnie, ale Kasieł, idziemy w końcu na ten koncert czy nie? – Mayeł była wyraźnie zdenerwowana
               – Jak sobie życzysz, yes, my lord
               – Wiesz, że Janeł by cię za to zlinczowała, panno Time Lord? – zripostowała ją Mayeł
               – Idź się powieś. A tak na serio, to właśnie w tobie kocham~ – z jej głosu dało się usłyszeć, że parodiowała sposób mówienia Izayi
               – Wieszamy się na sznurówkach?
               –Kiedyś serio warto by było to zrobić. Władcy Czasu się regenerują, a posłuchaj… jeśli ktoś chce, żeby po jego samobójstwie usłyszał o nim cały świat, to teoretycznie najlepszym miejscem na powieszenie się bez zapuszczania w jakieś dziwne tereny jest korytarz szkoły do której ta osoba chodzi. Słyszałaś kiedyś o samobójstwie w czasie lekcji na korytarzu szkolnym? Nie? No właśnie. Na pewno zdobędzie te swoje plus trzydzieści do atencji.

***

               – Okay, to jaki jest w sumie plan? – spytała dziewczynę Kasieł
               – Jakimś cudem dostajemy się za scenę i porywamy ich. Proste.
               – Wiesz, gdyby porwanie celebryty było takie proste, byłby na świeci jeszcze większy burdel niż jest… – Mayeł przytaknęła jej skinięciem głowy

***

               Ze sceny dobiegał bardzo głośny gejpop, a z kolei z oczy May wydostawały się iskierki. W sensie czysto metaforycznym.
               Wstaw cytat Johna Greena.
               Zielony kolor jest zajebisty.
               Do rzeczy. Ze sceny dobiegał w końcu ten gejpop, a May się jarała.
               Heh, z płonięciem to może do sobowtóra Sabo…
               W głowie Kasieł zaświtała wspaniała myśl. Bierzemy Shizusia i napierdalamy.

***

               Już po koncercie, w Tardis, podzieliła się z innymi tą koncepcją.
               – Nie, nie i jeszcze raz nie – powiedział Shizuo
               – Dlaczego? – zdziwiła się dziewczyna
               – Za karę.
               – Koleś, przypomnij sobie, dlaczego tu jesteś – bo ma amnezję, a ja zrealizowałam genialny plan – ty mi tu pierniczysz o jakiejś karze? Jestem dorosła.
               – Tak? Od kiedy?  – spytał
               – Kobiet się nie pyta o wiek – próbowała się ratować – jestem starsza, niż wyglądam… – to, że w rzeczywistości była młodsza niż wygląda się nie liczyło. Okay, ma jeszcze setki lat na odpowiedzialność.

***

               – Żebyś tylko widziała, jak on walczył z tymi ochroniarzami… załatwił ich w sumie jednym palcem… – opowiadała Kasieł
               – Kłamiesz
               Władczyni Czasu przesunęła połowiczne trupy leżące na zimnej kostce jakiegoś losowego chodnika. Dziwiła się, że żaden z przechodniów nie uważa tego za coś nienormalnego.
               – Masz ich i gwałć czy coś. Pamiętaj, żeby dać im coś do jedzenia, jak się obudzą. I rozciąć liny.
               – Jasne, jasne, mamo… – ani słowem nie wspominała o istnieniu czegoś takiego, jak mommy kink... albo tylko Kasieł takie rzeczy zawsze przychodzą do głowy najprędzej

***

Are you my mommy?

***

               – Przefarbowałaś sobie włosy na rudo? Okay… – Kasie nie zdziwiła się zbytnio po tym, co one często robią. W skali od normalności do tego, to się prawie nie wychylało.
               – No co? Nie mogę? – Juleł rzuciła pytanie retoryczne ( raczej ironiczne, przeważnie tak robię. Bo tak bo mogę - Kio )
               – Czy ja coś mówię?
               – Jedziemy na wakacje
               – Będziemy bawić się w piratów i shipować… szukać One Piece – wypaliła była blondynka
               – Dobra – zgodziła się Kasieł.

***

               – Pasowałoby znaleźć Diabelskie Owoce. Bo tak. Bo można – stwierdziła Kasie – wrócę za… spojrzała na zegarek w telefonie – minutę
               – Okay… powodzenia w szukaniu… – jej przyjaciółka nadal podchodziła do tego sceptycznie. Prawdopodobna masochistka weszła do Tardis.

***

Minutę później

***

               Kasieł wyszła z Tardisa cała poobijana, z kilkoma płytkimi ranami ciętymi.
               – Zdobyłam! Paramecia nie wiadomo czego, owoc sado-maso i zoan jednorożca. Który wybierasz? – spytała uradowana
               – Chyba tę niewiadomą… – odpowiedziała niepewnie – ty weź to coś sado-maso, a Voldiemu damy zoan.
               – No to szamamy i jedziemy na Sunny!
               – Chociaż może lepiej opatrzeć twoje rany…

***

               Taki specjalnie walentynkowy tekst, klimatycznie.
               Skradłaś oba moje serca. ( w sensie metaforycznym,władcy czasu mają 2 serca, ale my nie, my w ogóle nie mamy serc - ironiczna Kio )

***

               Tego dnia na Grand Line było cicho i spokojnie. Do czasu, gdy tak o, po prostu, na środku Thousand Sunny pojawiła się całkiem spora grupka złożona z dwóch nastolatek w czarnych ubraniach, bladego, łysego kolesia bez nosa, również w czarnych ubraniach, oraz dwójki Azjatów, w tym jednego, co za niespodzianka, w czarnych ubraniach, i drugiego, którego strój składał się – o dziwo – tylko połowicznie z czarnych ubrań. Kolejny człowiek ubrany jak kelner… – pomyślał narrator wszechwiedzący obserwujący to całe zajście. Dzięki ci narratorze.
               No co, Mikayuu… przepraszam, Mikaelę oraz Yuichiro zostawiliśmy w TARDIS… mi tam pasuje, pobędziemy tu kilka tygodni a zamontowałam wystarczającą ilość kamer… – może to narrator, może to początki schizofrenii, a może gadanie do siebie jest normalne…( ja tak robię, bo tak , bo mi wolno - Kio )
               Pierwszy zauważył ich Chopper.
               Mógł zaoszczędzić cierpienia ich błonom bębenkowym.
               – ~Jesteś jeszcze bardziej kawaii niż w fikcji, awwwww~ – wpadła na cudowny pomysł maltretowania niewinnego zwierzęcia… pogłaskania Choppera
               – LUFFY, ZORO, NAMI, WSZYSCY, ALARM! – krzyknął, a w jednej chwili przybiegła cała załoga Słomianych Kapeluszy. Post–timeskip, chyba lekka zmiana planów…
               – Nie chcemy wam nic zrobić, w zasadzie to nie umiemy… no ich pilnujemy – Juleł pokazała palcem Shizayę… oh, nie ważne… – a Voldemort ma szlaban na różdżkę do odwołania.
               – My was znamy, ale wy nas nie. Ten tu – wskazała ręką jednorożca – to Lord Voldemort, Tom Riddle, Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać, Sam-Wiesz-Kto, jak zwą, tak zwą… ja jestem Kasie, ta dziewczyna obok to Jule. Ten blondyn to Shizuo, a psychol to Izaya. Potworku, Wszo, przywitajcie Zoro i Sanji’ego. Shizuś, tylko bądź grzeczny, to twoi przodkowie w linii prostej.
               – Co? – wypalił skonfundowany Heiwajima
Wiedzieli, że to raczej jest niemożliwe, jednak dało się zauważyć kilka podobieństw. To na pewno dziwny zbieg okoliczności…( czekaj, daj mi dwie minuty a wymyśle ci teorie z sensownymi argumentami że to prawda - Kio )
               – Formalności załatwione. Teraz muszę wiedzieć, gdzie jesteśmy w historii… yyy… – niepewnie powiedziała Kasieł
               – Luffy, jak się ma twój brat? – spytała Juleł z nadzieją, że to nie wzbudzi podejrzeń
               – Ace jest u Białobrodego, chyba wszystko okay… – odpowiedział Luffy
               Bingo! Spróbujmy się pobawić, dla naszej własnej chorej satysfakcji…
               – Poznałeś już Traffy’ego? – dociekała ta niefarbowana
               –  Tak, a co? – małżeństwo, nawet się trochę rymuje. Przepraszam – sojusz
               – Nic, nic… – dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem. Chora nakama ma plan dotyczący popieprzonej nakamy, tylko tyle
               – Acha, Sanji, jesteśmy nieletnie, chociaż patykiem by nawet tego nikt nie dotknął, a ty wolisz miecze…
               – Chyba ci się coś pomyliło… – powiedział, a krótką chwilę później zorientował się, że nie chodziło jej dosłownie o miecze…
               – Z kim ja żyję? – kilka metrów dalej Nami nadal twierdziła, że przebywając wśród pojebów jest normalna
               Kasieł podeszła do Zoro i zaczęła go głaskać po włosach.
               – Co ty robisz? – spytał zirytowany
               – Naturalne, czy farbowane? – zawsze irytowała ją ta zasada anime dotycząca kolorowych włosów.
               – Nie powiem – opierał się szermierz
               – Uuu… tsundere – wtrąciła się do rozmowy Juleł ( wg. mojej teorii Sabo to yandere a Ace tsundere, Zoro w sumie też - Kio )
               – Co kurwa? – zdziwił się Zoro
               – Przyzwyczaj się, pobędziemy tu co najmniej kilka tygodni… – powiedziała z przerażającym słodkim uśmieszkiem na ustach – spędzimy tu cudownie pedalskie chwile…

***

One Piece jest takie normalne, jak Doctor Who ( albo Juleł i Kasieł.....pomyślała Juleł )

***

               – Dlaczego masz takie dziwne brwi? Czy stoi za tym jakaś ciekawa historia? Powiesz nam, prawda…? – spytała szatynka.
Gdy już reszta przyzwyczaiła się do ich egzystencji, zaciągnęły Sanji’ego na rozmowę w cztery oczy. Jedna normalna para gałek Jule i dwie grzywki na, kolokwialnie mówiąc – chociaż wszystko, co mówią jest kolokwialne i niezrozumiałe – pół ryja
– …bo moim zdaniem one odzwierciedlają harmonię, koło życia oraz ying-yang.
– Kłamiesz. On sobie je takie maluje – zaprotestowała Juleł
– A w SBS’ach Oda powiedział, że…
– Co przepraszam? – Brewka chyba nie dowierzał. Ja tak samo, pomyślał narrator
Zamknij się, powiedziała mu telepatycznie Kasieł
– Nie przepraszaj, to my wiemy więcej, niż większość Słomianych, a fanek nie da się oszukać, szczególnie, jeśli są do kompletu yaoistkami… – no kto ma rację jak nie Juleł
               – Nie rozumiem was… – stwierdził Sanji
               – To dobrze. A teraz gadaj historię swojego życia. Tylko tą nieoficjalną, do niedawna.

***

               Fajnie, fajnie… zwroty akcji, ewolucja postaci, fabuła… zaraz, co? Pomyślał narrator
               Oczekujesz tego po moim życiu? Nie chcę nic mówić, ale you are wrong, upierała się Kasieł

***


               – Nie mogę uwierzyć, że nam się udaa… – niestety nieoczekiwane trzęsienie ziemi przerwało Kasieł cieszenie się dokonaniami. Jednak rozpierdolili fikcyjne kontinuum czasoprzestrzenne... – Kurwaaaaa
               Muszą jak najszybciej uciec do Tardis, tylko tak powstrzymają tę katastrofę.
               Nagle zauważyli Toma oraz Shizayę… ups, Shizuo i Izayę. To nasza szansa, pomyślała rudowłosa. Voldemort zmienił się w różowego jednorożca i z jego rogu zaczęło wydobywać się światło. Kucyki Pony, pomyślała Kasieł. Magia przyjaźni, w końcu jesteśmy w shounenie, musiało zadziałać. Widać gdy go nie było wymyślał specjalny atak. Całą czwórką weszli Voldiemu na grzbiet, nie wiedzieli, jakim cudem nie złamali mu kręgosłupa, ale cóż, magia przyjaźni
               Nagle zniknęli i w jednej chwili pojawili się w Tardis.
               – Uciekamy! – krzyknął Voldemort
               Tak właściwie to nie wiedzieli, gdzie trafili. Po ostatnim, lekko bali się otworzyć drzwi Tardis. Ale cóż, jak to mówią, żyje się tylko dwanaście razy plus częściowe regeneracje…
               Jednak to nie oni otworzyli drzwi.
               Zrobił to Doktor.
               – Jule, chyba wróciłyśmy do domu… *
___
Di ent of de łorld, szczerze nienawidzę tego święta, więc klimatyczne fandomowe walentynki: spam 



JAKTOSIĘTUZNALAZŁO
pieprzyć





______

* Jule, will you be the Han Solo to my Luke… Leia? hyhyhyhyhyhyhyhy
#Nanimo

My little pony, My little pony lalalalalalala ( zaraz co ? jak to MLP jest dla dzieci ) -Kio

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz